stat4u

Moje trzy grosze…
04.03.2013 rok.
Powiększ
Na jednym z zebrań jeleniogórskiego TKOPD podniesiono sprawę opieki nad dzieckiem przez rodzinę zastępczą – członka rodziny, lub prze jednego z rodziców, albo przez zawodową rodzinę zastępczą. Padło też stwierdzenie, przyjęte dość przychylnie, że sądy wiedzą co robią, są profesjonalne, wszystko co czynią jest dla dobra dziecka.
Mam inne na ten temat zdanie i inne doświadczenie, które dotyczy też RODK i biegłych sądowych. Dzielę się nim z Wami.

Oto gdy związek się rozpada, nawet jeśli nie z winy małżonka, ba, z winy małżonki; nawet gdy podczas rozprawy rozwodowej świadkowie żony zeznają, że ojciec dobrze zajmował się córką, bez żadnych zarzutów, a zarzuty dotyczą matki, to standardowe orzeczenie polskich sądów brzmi: na czas procesu miejsce pobytu dziecka przy matce, dla ojca dwie godziny tygodniowo w weekend. A po wyroku ich więź z dzieckiem także jest ściśle reglamentowana, zaś wnioski ojca najczęściej sąd odrzuca albo ich nie rozpatruje.
Polski Kodeks Rodzinny pochodzi z 1964 r. Mimo że od tego czasu zaszła rewolucja obyczajowa, zmiany, jakie w nim wprowadzono, są kosmetyczne. Obowiązuje zapis, że jeśli rodzice zdołają się szczegółowo porozumieć co do opieki nad dzieckiem, oboje zachowują pełnię władzy rodzicielskiej; jeśli nie, sąd z urzędu nakazuje ograniczenie władzy rodzicielskiej jednego z nich. W polskiej praktyce niemal automatycznie - ojcu.
Według danych GUS, w 2011 r. na ok. 37,5 tys. orzeczeń ojcu powierzono opiekę w 1641 przypadkach. I dzieje się tak tylko wówczas, gdy matka rażąco zaniedbuje dzieci, jest prostytutką, narkomanką albo alkoholiczką.
Adwokaci specjalizujący się w sprawach rozwodowych przyznają, że i tu nie ma symetrii. Jeśli pije mężczyzna, sprawa jest błyskawiczna, jeśli kobieta - może ciągnąć się latami.
Inaczej także traktowane są przypadki stosowania przemocy. Gdy matka pobije kilkuletnie dziecko, sąd ustanowił nad rodziną kuratora i skieruje na badania do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego. Ten zwykle wydaje opinię, że… matka nie stosuje już dawnych metod wychowawczych. Gdy ponownie zastosuje, a ojciec by temu zapobiec – ochronić dziecko, je zabierze, decyzje sądu są błyskawiczne - postanawia, że dziecko ma być przy matce.
Sprawy rozwodowe ciągną się, czasem latami, a przyznane ojcu widzenia z dzieckiem w weekendy, zazwyczaj pod nadzorem kuratora, trwa kilka godzin, bowiem w opinii RODK najczęściej zaznaczono, że… ma niedobry wpływ na dziecko, bowiem utwierdza je w rzekomej krzywdzie, której doznała od matki.
W wydziałach rodzinnych polskich sądów panuje matriarchat. Orzekają głównie kobiety, które często mają tendencję, by w matkach widzieć pokrzywdzone, a w ojcach winnych. Bywa, że tych, którzy domagają się realnego wpływu na wychowanie dzieci, traktują, jakby byli niespełna rozumu. Podobnie jest w Rodzinnych Ośrodkach Diagnostyczno-Konsultacyjnych, do których sądy kierują na badania.
W 2009 r. Centrum Praw Ojca i Fundacja Batorego przeprowadziły monitoring w jednym z RODK. Raport jest druzgocący. - Stronniczość, tendencyjność, powierzchowność. - Opinie opierają się na stereotypie, że matka jest lepszym rodzicem. Ojcowie traktowani są instrumentalnie i arogancko, nierzadko jawnie dyskryminowani. Nawet gdy biegłe stwierdzą, że dziecko łączy taka sama więź z obojgiem rodziców, używają formułki, że matka ma lepsze predyspozycje opiekuńcze, albo w ogóle bez uzasadnienia opiniują, że dziecko ma być z nią.
Jedna z kierowniczek RODK mówiła wprost: - My nie wykonujemy badań na więź emocjonalną między dziećmi i ojcami i, bo u nas tak jest, że my tylko matki pytamy się o dziecko (…), bo to ona urodziła i je teraz wychowuje. On nie rodził.
W raporcie opisano także przypadki, gdy na podstawie opinii RODK ojcu odebrano 7-letniego syna i umieszczono w domu dziecka, …by odbudował emocjonalny kontakt z matką, której prawie nie znał, albo stwierdzono, że nowy partner matki jest lepszym opiekunem niż biologiczny ojciec, bez badania tego mężczyzny.
Biegłe chętnie szafują wobec ojców etykietą… niedojrzały emocjonalnie, w opisie uczuć ojca do dziecka unikają takich określeń, jak miłość czy silna więź, zamiast tego piszą, że ojciec jest dla dziecka atrakcyjny. Nawet gdy stwierdzą prawidłową postawę rodzicielską ojca, i tak zalecają ściśle limitowane kontakty.
Zresztą wątpliwości budzą stosowane w ośrodkach metody badawcze, np. pseudonaukowe testy, które dają całkowitą dowolność interpretacji, czy test kolorów, zdyskredytowany w najnowszej literaturze przedmiotu.
Znany jest przypadek ojca, który sam zwrócił się z prośbą o badanie, w trosce o dobro córki, a biegła na podstawie cech graficznych rysunku wykonanego przez dziecko stwierdziła, że ojciec molestuje je seksualnie. Przy czym nie opisała, jakie to cechy graficzne pozwoliły jej postawić taką diagnozę.
A od opinii RODK trudno się odwołać, bo skargi trafiają do kierownika ośrodka, którego podpis widnieje pod każdą opinią. Podlega ona ocenie tylko wtoku postępowania i tylko sąd może ją zweryfikować. W praktyce te opinie traktowane są zazwyczaj jak wyrocznia.
Zresztą oskarżenie o molestowanie dziecka, nawet całkowicie wyssane z palca, to celny cios. Podobnie jak oskarżenie o stosowanie przemocy. Takie doniesienie musi być potraktowane poważnie. I dobrze, bo przecież takie przypadki się zdarzają, ale powinny być rozstrzygane szybko. A w polskim wymiarze sprawiedliwości nic nie dzieje się szybko. Dlatego specjalizujący się w rozwodach adwokaci czasem cynicznie doradzają swoim klientkom takie oskarżenia.
Ale system działa tak, że i bez tego można ojca odciąć od dziecka na długo. Gdy rodzice nie mogą się dogadać, a sąd automatycznie przyznaje opiekę matce, ojciec wnosi pozew o ustanowienie kontaktów z dzieckiem, Sąd go zazwyczaj nie wydaje, zanim nie zasięgnie opinii biegłych z RODK. To trwa. RODK ma trzy tygodnie na wyznaczenie terminu badań, ale może go wyznaczyć za kilka miesięcy. Matka może się na badania z dzieckiem nie zgłosić, twierdząc, że miało katar. RODK wyznacza kolejny termin za kolejnych kilka miesięcy. Potem potrzebny jest jeszcze czas, by biegli napisali opinię, a sąd się z nią zapoznał. W życiu małego dziecka mija w tym czasie epoka bez ojca. Potem w kolejnej opinii RODK może z czystym sumieniem stwierdzić brak więzi emocjonalnej. W ten sposób tzw. zabezpieczenie miejsca pobytu dziecka przy matce na czas trwania sprawy może dla ojca oznaczać wyrok przed procesem.
Sfeminizowanie sądów to jedno, ale problemem jest także to, że działają one rutynowo, schematycznie. Masowość spraw rozwodowych sprawia, że w sędziach zatraca się wrażliwość. Brakuje refleksji, że wyrwanie ojca z życia codziennego dziecka jest krzywdą dla obojga.
Na dodatek jeśli matka postanowi walczyć, ojciec może mieć problem nawet z wyegzekwowaniem ściśle limitowanych kontaktów. Gdy przychodzi w dniu wyznaczonych kontaktów, słyszy, że dziecko nie chce wyjść albo śpi, albo jest chore. Zgłosi sprawę do sądu. Ten w pierwszym etapie grozi grzywną, przeprowadza w tym celu całe postępowanie, wyrok musi się uprawomocnić. Może to trwać nawet do 10 miesięcy i dłużej. W drugim etapie sąd od grożenia przechodzi do nałożenia grzywny. Odbywają się kolejne rozprawy. To może zająć około półtora roku.
Za każde niezrealizowane widzenie ojciec może dostać od żony jakieś 300 zł. Tylko po co ojcu te pieniądze, jak chce przerwać sytuację, że listonosz widuje jego dziecko częściej niż on sam.
Teoretycznie grzywna podlega zamianie na areszt. W praktyce to skrajnie rzadkie przypadki. Teoretycznie też - według orzeczeń Sądu Najwyższego - utrudnianie kontaktów z drugim rodzicem może być podstawą do odebrania praw rodzicielskich. W praktyce sądy reagują na takie sytuacje opieszale albo w ogóle.
W 2010 r. Polska przegrała w Strasburgu sprawę o niemożność wyegzekwowania kontaktów z dzieckiem. W efekcie trochę wzrosły grzywny i tyle.

Uważam więc, wbrew temu co mówiono w czasie przedmiotowego zebrania TKOPD, że należy dążyć do zmian w przepisach - w przypadku rozwodu stosować zasadę opieki naprzemiennej, np. tydzień u mamy, tydzień u taty. W Szwecji takie orzeczenia zapadają w 96% spraw.
Wiem, że to nie jest łatwe rozwiązanie, bo trzeba tak zorganizować życie obojga rodziców, by nie zaburzało funkcjonowania dziecka. Powinni oboje mieszkać w miarę blisko przedszkola czy szkoły. Muszą wypracować bardzo precyzyjny kontrakt. Psychologowie mają wątpliwości, czy jest to dobre rozwiązanie w przypadku bardzo małych dzieci, dla których ważna jest stabilność otoczenia. Zgadzam się z nimi.
Warto wtedy zalecać stosowanie zasady centrum życiowego dziecka (rodzice na przemian opiekują się dzieckiem, ale nie zmienia ono miejsca pobytu). W krajach, gdzie te rozwiązania są stosowane, funkcjonują mediacje, warsztaty rodzicielskie, na które skonfliktowani rodzice są obowiązkowo kierowani; bo choć to rozwiązanie trudne, to z pewnością lepsze niż pozbawianie dziecka jednego z rodziców.
W Polsce opieka naprzemienna jest możliwa wyłącznie wtedy, jeśli rodzice sami się dogadają. Mogą wtedy w ogóle uniknąć sądu. W konsultacji z psychologiem mogą podpisać porozumienie co do opieki nad dzieckiem po równo, lub prawie po równo, bowiem gdy sprawia trafi do sądu można liczyć, mieć pewność, że napotkamy absolutny nieprofesjonalizm i niewiarygodny bałagan: spóźnienia, odroczenia, każdą rozprawę prowadzić będzie inna sędzia, za każdym razem trzeba będzie wszystko zaczynać od początku.
O zdumiewających badaniach RODK, pisałem wyżej. Przypomnę. Jeśli nawet w opinii przeczytamy, że rodzice mają równe predyspozycje do opieki, to będzie dodane, że… naturalna syntonia matki z dzieckiem wskazuje na wyższość tej relacji.
O dyskryminacji ojców (mężczyzn w roli rodziny zastępczej np. dziadków) mówi się od lat. Co jakiś czas wracają projekty zreformowania obowiązującego prawa. Zajmowała się tym komisja Przyjazne Państwo, nad problemem pochylała się była pełnomocniczka ds. równego traktowania. Teraz zajmuje się tym jej następczyni wraz Rzecznikiem Praw Dziecka. Kombinują jak oszacować problem, a krzywda wyrządzana dzieciom jak trwała, tak trwa.
A co my możemy zrobić w tej kwestii?

Józef Pawłowski


Copyright © 2010 Paweł Drewniak