stat4u

Maltretowany, molestowany
04.01.2013 rok.
Powiększ
Jak rozpoznać molestowane dziecko? W jakich zachowaniach doszukiwać się objawów seksualnych nadużyć? Jak na nie zareagować? Gdzie szukać pomocy? Odpowiedzi na te pytania nie są łatwe. Co nie znaczy, że w ogóle ich nie ma.
Widok za oknem mieszkania Halszki Opfer jest cudowny: to wielka zaśnieżona przestrzeń, rozciągająca się aż po las. Siedzimy w jej ładnie urządzonym salonie przy kawie i ciastkach. W domu zjawia się jej rodzina. Po chwili rozmowy dzieci i mąż idą na górę. Nie chcą przeszkadzać. Moja rozmówczyni otwiera wielkie pudło z rodzinnymi pamiątkami. Pokazuje zdjęcia ludzi o sympatycznych twarzach: brata, siostry, mamy i ojca. Jest też śliczna lalka w pomarańczowych majtkach, którą sama zrobiła. Można rzec: idylla.
Jednak to bardzo pozorna idylla. Tu nic nie jest takie, jak się wydaje. Starszy mężczyzna ze zdjęcia to człowiek, który przez wiele lat dopuszczał się wszelkiego rodzaju przemocy na swoich dzieciach i żonie. Halszka Opfer nie nazywa się Halszka Opfer. To pseudonim, pod którym napisała książkę „Kato-tata. Nie-pamiętnik” (wyd. Santorski & CO). Opisuje w niej, jak od wieku 3 lat aż po okres nastoletni była molestowana przez swojego ojca. Lalka pojawia się na okładce tej książki z jedną różnicą w stosunku do tej, którą trzymam w dłoniach: majtki tej na okładce mają szerokie rozcięcie w kroku. – Te majtki nosiłam jako mała dziewczynka – mówi Halszka.

Tabu
Czy można rozpoznać, że dziecko jest molestowane? A jeśli tak to jak mu pomóc? Odpowiedzi na te pytania nie są łatwe i jednoznaczne. Udzielić ich tym trudniej, że o seksualnym molestowaniu dzieci Polacy mówią niechętnie, jeśli w ogóle. Najczęściej poruszają ten temat brukowce, co nie sprzyja poważnej dyskusji. Przemoc seksualna wobec dzieci jest tematem tabu. Istnieje społeczna zmowa milczenia na ten temat.
Jak ważne jest, aby poważnie rozmawiać i pisać na ten temat, potwierdza w swojej książce Halszka Opfer: „Gdybym wtedy natrafiła na odpowiednią książkę lub artykuł – pisze – gdybym wiedziała, że mam prawo się bronić, pewnie wyzwoliłabym się spod władzy ojca i moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej”.
Życie ilu ludzi wyglądałoby inaczej, gdyby w porę znaleźli pomoc? Według badań dr Moniki Sajkowskiej i dr Grażyny Fluderskiej („Problem krzywdzenia dzieci” z 2001 roku) 12% mężczyzn i 16% kobiet przyznało, że w dzieciństwie wykorzystywano ich seksualnie w ten czy inny sposób. To więcej niż co dziesiąty Polak i Polka.

Symptomy
Współczesna psychologia dzieli objawy po jakich można rozpoznać, czy dziecko jest molestowane, na te związane z jego zachowaniem oraz fizyczne.
Wśród tych pierwszych wymienia smutek, przygnębienie, lęk, którym to objawom mogą towarzyszyć zaburzony sen i moczenia nocne. Jej diagnozę potwierdza Halszka Opfer. – To są dzieci zastraszone, lękliwe, małomówne, siedzące w klasie z tyłu, w odosobnieniu – mówi. – Ja taka byłam.
W następnej kolejności wylicza niską samoocenę i ogromne poczucie winy. A od tego już tylko krok do mentalności ofiary, co w szczególnie wyraźny sposób objawia się w środowisku szkolnym. – Czasami mam wrażenie, że takie dziecko ma to wypisane na twarzy, ponieważ pamiętam, jak traktowali mnie rówieśnicy – mówi Halszka Opfer. – Przykro mi o tym mówić, ale byłam nazywana śmierdzielem. Zawsze byłam odosobniona. Siedziałam w ostatniej ławce.
Psychologia wspomina także o „nadmiernym (niestosownym do wieku dziecka) zainteresowaniu tematem seksu”. Takich oznak nie pamięta z własnego doświadczenia Halszka Opfer. Wspomina jednak, że to właśnie ona „uświadomiła” swoją najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa, skąd się biorą dzieci. Przyjaciółka „wierzyła jeszcze w bociany – pisze w swojej książce – a ja dumnie oznajmiłam jej, że to nieprawda, i wytłumaczyłam, skąd się biorą dzieci. W szczegóły jej jednak nie wtajemniczałam”.
Psycholog ostrzega również, że wszystkie wymienione powyżej uczucia mogą prowadzić do „samookaleczenia, zachowań destrukcyjnych, w końcu do myśli i prób samobójczych”. Również tego rodzaju doświadczenie przeżyła Halszka Opfer. Opisuje ona taką sytuację po jednym z przymusowych stosunków seksualnych: „Siadam na brzegu wanny. Czuję się brudna i śmierdząca. Podnoszę głowę i widzę smutne odbicie w lustrze. Widzę dziecko, które nienawidzi siebie i całego świata. (...) Gaszę płomyk w piecyku gazowym. Odkręcam ciepłą wodę. Gaz wolno się ulatnia. Zbliżam twarz do wylotu, żeby wdychać śmiercionośny zapach. Zaciągam się głęboko. Zapach gazu nie jest wcale taki zły – na pewno lepszy od zapachu potu i spermy mojego ojca. Oddycham jak szalona, byle zdążyć umrzeć, zanim mama wróci do domu. I nagle widzę całe moje życie. Jak na filmie w zwolnionym tempie – widzę mamę, którą kocham ponad wszystko. Pewnie będzie płakać, jak znajdzie mnie martwą w łazience. W tym momencie robi mi się jej żali myślę, że nie mogę pozwolić, żeby przeze mnie płakała”.
Do grupy objawów fizycznych, przy których mamy pewność zaistnienia zdarzenia seksualnego, zalicza się ciążę u dziewczynki, rozpoznaniechoroby wenerycznej lub/i plemników w pochwie lub odbycie dziecka, krwawienie dróg rodnych. Jednak w pracy amerykańskich naukowców z 2005 roku („Diagnoza medyczna w przypadkach podejrzenia wykorzystywania seksualnego dzieci” A. Heger, L. Ticson, O. Velasquez, R. Bernier) dowiedziono, że badania lekarskie odbiegały od normy jedynie u 4% molestowanych dzieci. „Nawet w przypadku, gdy dziecko relacjonowało brutalne molestowanie, z penetracją pochwy lub odbytu, odsetek dzieci z odbiegającymi od normy wynikami badań lekarskich wynosił jedynie 5,5% – informują naukowcy, konkludując: – Najważniejszym czynnikiem potwierdzającym, czy dziecko padło ofiarą przemocy seksualnej, jest relacja dziecka”.

Relacja
Tę jednak wyjątkowo trudno wydobyć z małej ofiary. Czy w ogóle jest to możliwe? – To trudne pytanie. – Wiele zależy od tego, jakie to dziecko i na ile samo o tym chce mówić. Często dzieci długo nie mówią, choć wykazują wszystkie symptomy molestowania.
Dlaczego nie mówią? – Strach i wstyd są potwornie paraliżujące – odpowiada Halszka Opfer. – Te dzieci są zastraszone. Chciałyby coś powiedzieć, ale się boją. – Są też jednak dzieci, które zaczynają o tym po prostu krzyczeć, w końcu coś w nich pęka. – W takich wypadkach pierwszym kontaktem dziecka będzie ten pomagacz, który akurat się nawinie. Niestety rzadko się zdarza, żeby ten pierwszy pomagacz miał łatwość mówienia o seksie i to jeszcze z dzieckiem, które doświadcza tych pierwszych doznań seksualnych na poziomie przemocy. W takich wypadkach radzi „pomagaczowi" skontaktować się ze specjalistą, żeby jeszcze bardziej nie zaszkodzić. – Najlepiej, jeśli będzie to psycholog specjalizujący się w przemocy seksualnej wobec dzieci.
Często jednak dziecko wybiera na pomagacza nieodpowiednią osobę. Tak właśnie stało się w przypadku Halszki Opfer, która postanowiła pewnego dnia zwierzyć się ze swego problemu nauczycielce. Jednak ta „zachowywała się tak, jakbym mówiła o nieodrobionych lekcjach. Kazała mi pójść do klasy i usiąść na miejscu”. Kilka dni później Opfer stała się ofiarą szykan ze strony tej właśnie nauczycielki. – Kiedy przekonałam się, że moje zwierzenia dają odwrotny efekt do zamierzonego, musiałam się do tego przyzwyczaić. Stworzyłam sobie wymyśloną przyjaciółkę, która brała na siebie wszystkie moje nieszczęścia. Starałam się sobie wmawiać, że niedługo dorosnę i to wszystko się skończy – wspomina.

Nadzieja
Kiedy Halszka Opfer była dzieckiem, obejrzała w telewizji film przyrodniczy. Pokazano w nim małą małpkę, która pada ofiarą hipnotyzującego wzroku, a następnie zębów węża boa. „Zauważyłam duże podobieństwo pomiędzy tą małpką a sobą – pisze w książce. – Kiedy ojciec na mnie patrzył, byłam tak samo bezbronna jak to zwierzątko. Wystarczyło przecież, żebym zaczęła krzyczeć, i na pewno by przestał”
. W badaniach „Problem krzywdzenia dzieci” dr Sajkowska i dr Fluderska przytaczają wyniki badań z USA, gdzie ze względu na klimat społeczny istnieje większa gotowość do ujawniania problemu molestowania dzieci. Okazuje się jednak, że nawet w tamtych warunkach jedynie „2% przypadków kazirodztwa i 6% przypadków przemocy seksualnej wobec dzieci ze strony osób spoza rodziny zostaje ujawnionych”.
Skala nadużyć seksualnych wobec dzieci w Polsce może być znacznie większa, niż pokazują to wyniki dotychczasowych badań. Czy istnieje nadzieja na pomoc większej liczbie małych ofiar? – Bądźmy otwarci na dzieci – radzi Budziak. – Jeśli dziecko coś mówi, nie lekceważmy tego, wchodźmy z nim w dialog, dopytujmy. Dzieci chcą nam powiedzieć bardzo różne rzeczy.

Jak rozpoznać molestowanie?
Objawy molestowania seksualnego u małego dziecka mogłyby się przejawiać na kilka sposobów: mogą to by infekcje dróg moczowo-płciowych, urazy narządów płciowych, krwawienia (więcej vide www.stoppedofilom.pl).

Maltretowanie
Nawet lekarzom i psychologom bardzo często trudno rozpoznać, że dziecko było maltretowane

Pięcioletni chłopiec doznał obrażeń i rodzice przywieźli go do szpitala. Musiał tam trochę zostać. Ledwo znalazł się w klinice, podbiegł do matki innego dziecka, mówił do niej „mamo”, próbował się przytulić. Gdy kobieta odparła, że nie jest jego matką, malec podszedł do pielęgniarki i zapytał: „Czy chcesz zostać moją mamą?”.
– Normalna reakcja dziecka podczas rozłąki z rodziną to płacz i wzywanie najbliższej dla siebie osoby. – Ale ten pięciolatek każdemu dałby się wziąć na ręce i poszedłby z każdym. Nazywamy to zachowaniem promiskuitywnym lub indyferentnym – budzi ono poważne podejrzenia o zaburzenia więzi.
W przypadku tego pacjenta potwierdziło się, że był on ciągle bity. Innym typowym wzorcem zachowania przy zaburzeniach więzi są bojaźliwe zahamowania w stosunku do rodziców. Należałoby się spodziewać, że w obliczu niebezpieczeństwa dziecko zwróci się o pomoc i schronienie do najbliższej sobie osoby – a nie że będzie od niej uciekać.
– Żaden symptom nie jest specyficzny, ale zaburzenia więzi stanowią typowy objaw u dzieci, które są długotrwale i regularnie zaniedbywane i maltretowane fizycznie, seksualnie lub emocjonalnie. Kiedy stają się starsze, widoczne są także inne objawy. – Gdy zgłaszają się do nas nastolatki z depresją lub myślami samobójczymi, wysłuchujemy ich bardzo uważnie, bo mogą to być następstwa maltretowania.
Oznaki mogą być bardzo różne, a psychologom i pracownikom socjalnym często niezwykle trudno jest rozpoznać, czy dziecko doznaje maltretowania. W Monachium rozgłos zyskał proces, który ma rozstrzygnąć, czy lekarze i pracownicy socjalni słusznie pozbawili rodzinę praw opiekuńczych wobec dziecka, przypuszczając że było ono karane cieleśnie. Niektórzy zarzucali im przewrażliwienie. Lekarze są zgodni, że zbyt mało uwagi zwraca się na niebezpieczeństwo znęcania się nad dzieckiem. – W codziennej praktyce klinik i przychodni niełatwo stwierdzić, kiedy podejrzenia spiętrzają się tak, że interweniować musi pediatra. – Łączy się z tym konieczność wyjaśnienia sytuacji poprzez mozolne i trudne rozmowy. Dla wszystkich zaangażowanych stron takie podejrzenie to olbrzymi ciężar.
Czym powinni kierować się profesjonaliści? Lęki, zaburzenia snu, koszmary, bóle bez konkretnych przyczyn, nocne moczenie się mogą znienacka pojawić się u dziecka jako efekt maltretowania. – Takie objawy występują również w przypadku wielu innych schorzeń. Żaden z nich nie jest specyficzny.
Czasami wskazówką jest zachowanie rodziców. Ci dotknięci zespołem Münchhausena per procuram prowokują cierpienia własnego dziecka, by zwrócić na siebie uwagę. – To bardzo rzadkie zjawisko, występuje głównie u samotnych matek.
– Zdarzały się nawet takie, które szydełkiem przekłuwały dziecku błonę bębenkową, żeby spowodować zapalenie ucha środkowego albo za pomocą ciepłych kompresów wywoływały gorączkę.
Fizyczne oznaki często nie są jednoznaczne. – Nie zawsze po silnym spoliczkowaniu pozostaje utrzymujący się przez kilka dni odcisk dłoni. Typowe są ograniczone rany skóry, powodowane gaszeniem papierosów na ciele. Mają formę pęcherza, otoczonego zaczerwienieniem. Siniaki i inne obrażenia mogą być również wywołane szaleńczymi zabawami, dla których typowe są urazy podudzi, kolan i powierzchni dłoni oraz wystających części twarzy, jak nos i czoło. – Obrażenia pośladków, pleców i wewnętrznej strony ud zdarzają się natomiast rzadziej i mogą wskazywać na maltretowanie. – Zawsze jednak należy rozważyć również inne przyczyny. Powodem nietypowych urazów jest niekiedy upadek lub inny wolny od przemocy incydent.
Często dopiero na zdjęciu rentgenowskim widać, jakie męki przeżywało dziecko. Są informacje o malcach, którym pękały kręgosłupy, bo sadzano je używając zbyt dużej siły. Gdy dzieci są chwytane za stawy skokowe i potrząsane, kości często pękają na końcach. – Złamania łopatki lub mostka można wytłumaczyć niemal wyłącznie maltretowaniem. – Również złamanie u niemowlęcia żeber w okolicach kręgosłupa można wiązać jedynie z niewłaściwym traktowaniem.
– Mało co stanowi dla pediatrów i terapeutów tak wielkie obciążenie emocjonalne, jak podejrzenie o znęcanie się. – Mieszanina gniewu, bezradności i agresji może czasem prowadzić do pomyłek i niesłusznego oskarżania rodziców – tym ważniejsze jest zatem, by w zespole wzajemnie się wspierać i kontrolować swoje emocje.
Uwaga na bagatelizujący język, jakiego używa się przy opisywaniu częstej formy maltretowania. – „Zespół bitego dziecka” – ten zwrot budzi skojarzenia ze szturchaniem. – Tymczasem trzeba użyć szalonej siły, by przezwyciężyć odruchy obronne mięśni szyi. Lekarze często rozpoznają skutki stosowania tak znacznej przemocy po urazach siatkówki, wykrywanych przy badaniu dna oka.
Trudno powiedzieć, jak często dzieci są maltretowane. Najnowsze policyjne statystyki kryminalne z 2006 roku wymieniają 3640 ofiar, z których nieco więcej niż połowa to chłopcy. Spośród podejrzanych o sprawstwo 57 procent stanowili mężczyźni, a 43 procent kobiety. – Wszystkie badania wskazują, iż problem ten jest niedoceniany, a maltretowanie wykrywa się często zbyt późno. Choć eksperci zakładają istnienie wysokiej ukrytej liczby takich przypadków, żaden z nich nie chce podać swoich szacunków. Niestety, stale zdarzać się będą sytuacje, że rodzice lub inne związane z dzieckiem osoby wiarygodnie wyjaśnią przyczynę obrażeń, a mimo to nie da się wykluczyć maltretowania.

Tak cię kocham, że cię biję
Aż 85 proc. rodziców w Polsce uznaje za dopuszczalne uderzenie dziecka ręką w pupę. Ponad połowa (54 proc.) dopuszcza kilkakrotne uderzenie dziecka pasem (badanie OBOP)
.
Większość rodziców traktuje dziecko jak swoją własność. Są przekonani, że tylko oni mogą o dziecku decydować. Polskie prawo karne wciąż dopuszcza stosowanie bicia dzieci jako metodę wychowawczą, jeśli „użyte środki są proporcjonalne do przewinienia oraz nie zagrażają psychicznemu lub fizycznemu rozwojowi dziecka".
Każdy klaps boli. Klaps wymierzony „z miłością" przez kochającego rodzica boli podwójnie. Im mniejsze dziecko, tym bardziej boli. Uderzenie dziecka jest poniżeniem dla bitego i bijącego. Bicie pozostawia ślady znacznie trwalsze, niż pręgi na skórze. Stłumiony gniew bitego dziecka przeradza się w nienawiść do siebie i innych. Z bitych dzieci wyrastają rodzice, którzy biją.
Od trzech lat 30 kwietnia obchodzony jest jako Światowy Dzień Sprzeciwu wobec Bicia Dzieci. Ma przekonać rodziców i opiekunów, by zrezygnowali ze stosowania kar cielesnych. Wszelkich. Również klapsów.
Często zastanawiamy się, dlaczego ludzie biją swoje dzieci. Rzadziej zadajemy sobie pytanie: co przeżywają rodzice, którzy biją swoje dzieci? Spróbujmy się przyjrzeć temu zjawisku, postawić pewne hipotezy. Pomijam tu rodziców psychopatycznych, alkoholików i osoby zdecydowanie mocno zaburzone. Pozostaje cała reszta - skądinąd wrażliwych, często kochających rodziców. Co czują, gdy biją swoje dzieci?
Najczęściej są to osoby, które same doznały takiej przemocy w dzieciństwie, były bite i źle traktowane. Być może kiedyś postanowiły, że nigdy czegoś takiego nie zrobią swoim dzieciom. Ale ponieważ nigdy w świadomy sposób nie przeżyły swojej złości wobec tych, którzy je krzywdzili, nie mają świadomości, że ta złość w nich jest. I zaczynają ją wyrażać w stosunku do swoich dzieci. Tacy rodzice krzyczą, szarpią dziecko. A potem czują się winni. Przypominają sobie, jak to było w ich dzieciństwie i postanawiają, że nigdy więcej nie skrzywdzą swojego dziecka. Powstaje mechanizm błędnego koła. Nie stawiają dzieciom granic w różnych sytuacjach, nie zakazują, znoszą wszystko, aż do momentu, gdy złość, która w nich narosła, wybuchnie. Po czym znów czują się winni i podejmują nierealistyczne postanowienia co do tego, jak się będą wobec swoich dzieci zachowywać. Błędne koło się kręci.
Bicie dzieci bywa też wynikiem aktualnej frustracji. Zdarza się, że na dzieciach wyżywają się matki zmęczone długim siedzeniem w domu, obwiniające dzieci o brak satysfakcji zawodowej i sfrustrowane brakiem wsparcia ze strony mężów. Kobiety samotnie wychowujące dzieci. Albo mężczyźni, którzy stracili pracę i nie są w stanie utrzymać rodziny, którzy czują się nieszanowani, mają wrażenie, że dla nikogo nie są autorytetem.
Na dzieciach odreagowują poczucie niezadowolenia i braku spełnienia w życiu. Biją rodzice nieszczęśliwi w związkach małżeńskich, gnębieni przez współmałżonków, samotni. Biją rodzice bezradni, w poczuciu słabości i porażki. Użycie przemocy fizycznej daje im iluzję siły i władzy. Złudzenie, że mogą zmusić dziecko do tego, czego chcą. Biją również rodzice, którzy czują się nic nie warci. I zazdroszczą dziecku tego, czego im brak: radości, energii i dynamizmu.
Większość bijących rodziców przeżywa silne poczucie winy. Ale nie jest ono najlepszym doradcą w wychowaniu. Poczucie winy nakręca błędne koło. Trudno tę spiralę zatrzymać bez refleksji nad sobą lub terapii.

Nie bić, a więc jak karać?
Dając klapsa, wcale nie uczysz dziecka odróżniania dobra od zła. Wyładowujesz tylko swój gniew. Kara cielesna to nie instrument władzy rodzicielskiej
.
Dla mnie sprawa jest jasna. Bić dzieci nie wolno. Pod żadnym pozorem i w żaden sposób. Kary cielesne są zawsze krzywdą i upokorzeniem. To po prostu przemoc silniejszego wobec słabszego. Mówili o tym wszyscy wielcy pedagodzy. Jednak okazuje się, że wciąż nie jest to takie oczywiste.

Dziecko się nie broni
Bicie dzieci to w naszym kraju chleb powszedni. Co trzeci Polak deklaruje, że był w dzieciństwie bity, a co drugi przyznaje, że są takie sytuacje, kiedy przyłożyć dziecku trzeba. Jakże często słyszymy: „A mnie ojciec lał pasem i wyrosłem na porządnego człowieka". Dość powszechna jest też opinia, że dzieci powinny choć trochę bać się mamy i taty - wtedy w domu jest porządek i dyscyplina. Rodzice często traktują kary cielesne jako swój przywilej i choć nie zawsze zdają sobie z tego sprawę - instrument władzy. Dla wielu bicie za złe zachowanie to skuteczna, najbardziej efektywna metoda wychowawcza. Wiadomo, lanie błyskawicznie przywołuje do porządku.
Tymczasem bicie dziecka - tak jak bicie każdego innego człowieka - jest według polskiego prawa przestępstwem. Zakaz stosowania kar cielesnych widnieje w najwyższym akcie prawnym - Konstytucji RP. Polska ratyfikowała też Konwencję o Prawach Dziecka, zabraniającą używania wobec niego wszelkiej przemocy. Psycholodzy, pedagodzy, lekarze w tej kwestii są zgodni - nie powinno się stosować kar fizycznych wobec dzieci. Są one bowiem naruszeniem ich osobistej godności i przyczyną powstawania niskiego poczucia własnej wartości. Niektórzy psycholodzy twierdzą, że nawet ostrzegawczy klaps dany trzylatkowi w pupę jest aktem przemocy i trudno w nim znaleźć pedagogiczne uzasadnienie.

Przemoc uczy agresji
Częste bicie dzieci rodzi w nich poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, nierzadko też bunt i chęć odwetu. Zaburza prawidłowy rozwój, powoduje głębokie urazy psychiczne, lęki. Dziecko bite staje się nieufne, zamyka się w sobie. Prawdopodobnie w dorosłym życiu będzie się bało kogoś pokochać, bo miłość i bliskość kojarzą mu się z krzywdą. Poza tym bicie to żadna metoda wychowawcza, raczej ślepa uliczka.
Karząc dziecko w ten sposób, nie pokazuje się właściwego sposobu postępowania, nie rozwiązuje problemu. Uczy się natomiast dziecko stosowania przemocy, tego że „silniejszy ma zawsze rację".
Stosowanie siły jest wyrazem bezradności rodzica. Jeśli zdarzyło ci się uderzyć własne dziecko, to pewnie nie była to przemyślana decyzja, tylko spontaniczna reakcja pod wpływem silnej złości, frustracji, stresu. Byłaś wściekła i nie umiałaś się pohamować. Co było potem? Kac moralny, wstyd i żal, że nie udało się tego inaczej załatwić. Pomyśl o tym wszystkim, kiedy twoje dziecko znów coś przeskrobie.

Jak karać?
Przede wszystkim trzeba wyjaśnić dziecku, dlaczego zachowuje się źle. Być stanowczym, ale i życzliwym. Spokojna rozmowa, wyrozumiałość, szacunek to najlepszy sposób dotarcia do dziecka.
Warto pokazać konsekwencje jego zachowania, np. plujesz - nie jesteś lubiany, kłamiesz - nie można ci ufać.
Każ tylko w ostateczności, jeśli upomnienia nic nie dają. Nie daj się ponieść nerwom. Kara może być nieprzyjemna, ale nie bolesna. Jeśli np. przedszkolak nie chce sprzątać zabawek - schowaj tę, którą lubi najbardziej i oddaj, gdy zrobi to, o co prosiłaś. Możesz zabronić mu oglądania dobranocki, postawić do kąta, odmówić kupna słodyczy...
Nie obrażaj się i nie wypominaj wciąż dziecku jego nieposłuszeństwa. Daj mu szansę na naprawienie zła. Najważniejsze, aby zrozumiało, że postąpiło niewłaściwie.
zamieścił: Józef Pawłowski


Copyright © 2010 Paweł Drewniak