stat4u

Przemoc rówieśnicza
   MEN, a szczególnie media, raczyły wreszcie dostrzec przejawy przemocy rówieśniczej. Stało się to po propagandowo nagłośnionym samobójstwie Ani - uczennicy gimnazjum, upokorzonej przez kolegów z tej samej klasy i tragedią piętnastolatka z Włocławka. Terenowy komitet Ochrony Praw Dziecka w Jeleniej Górze, jego członkowie, śledząc przejawy przemocy rówieśniczej w różnych jeleniogórskich placówkach szkolno-wychowawczych, sygnalizowali decydentom szkolnym występowanie tego typu zjawisk na terenie jeleniogórskich szkół już kilka lat temu. W roku 1996 przeprowadzili sondaż wśród czwartoklasistów szkół podstawowych i już wtedy okazało się, że co trzeci uczeń miał do czynienia z przejawami przemocy fizycznej. W listopadzie 1999 roku przenieśliśmy zainteresowanie do ówczesnych szkół ponadpodstawowych (na poziom dzisiejszych gimnazjów). Badania, które mogliśmy zrealizować dzięki funduszom uzyskanym od Pełnomocnika Rządu d/s Rodziny, były próbą dotarcia do potencjalnych źródeł zła. Za cel stawialiśmy wykrycie negatywnych zjawisk, jako część tworzonej strategii eliminowania zagrożeń i patologii w szkołach, w tym szczególnie przeciwdziałania brutalizacji kontaktów i przemocy rówieśniczej.
   Na początek sprawdziliśmy, jaki jest rozkład poparcia dla użycia siły (przemocy) w życiu społecznym i w indywidualnych wyborach uczniów oraz prosiliśmy o wskazanie przyczyn narastania brutalizacji wśród dzieci i młodzieży. Badaniami objęliśmy uczniów trzech jeleniogórskich szkół. Razem 445 osób. Według pedagogów tych szkół, z którymi wcześniej przeprowadziliśmy wywiady, w jednej zjawiska przemocy fizycznej prawie nie występowały, choć zauważono wzrost wzajemnej agresywności, najczęściej przybierającej postać bójek, powszechne wyśmiewanie z czyjejś inności, potknięć oraz coraz częstszą opryskliwość wobec nauczycieli (w oczach młodzieży należało to do dobrego tonu). Zaś w drugiej, w której przeważali chłopcy (90% uczniów), jak wskazywali pedagodzy - dominowała przemoc fizyczna. Przemoc psychiczna i seksualna, w opinii pedagogów wszystkich badanych szkół, jeśli już występowała, to w znikomych rozmiarach. Przeważało raczej straszenie, wyłudzanie pieniędzy i osobistych rzeczy, wulgaryzm i słowne utarczki.
   Uczniów, którzy uznali, iż nie czują się bezpiecznie na terenie klasy i szkoły prosiliśmy dodatkowo o wskazanie przypadków przemocy między uczniami. Ogółem zgłoszono 13 przypadków ofiar przemocy, 66 osób było świadkiem przemocy, a 96 słyszało o takich zdarzeniach. Co dziewiąty przyznawał, iż w jego klasie są grupki względem siebie nieprzyjazne. Co czwarty zgłaszał problem ciągłego szykanowania pewnych osób. Okazało się, iż popularne jest "punktowanie" kolegów i koleżanek, co przybiera postać polowania na każdym kroku, aby kogoś wyśmiać. Na sytuacje klasowe, które budziły sprzeciw wskazało 26,9%. Jednak ci, którzy nie akceptowali takich zjawisk, rezygnowali z protestu - obawiali się represji. W mentalności młodzieży bardzo niepopularne i ryzykowne jest opowiedzenie się po stronie ofiary. Grozi to utratą własnej pozycji. Na to, że nikt nie stanie w obronie osoby pokrzywdzonej wskazało bardzo wielu uczniów. We wszystkich badanych klasach szkolnych (ogółem 18) występowały, z różnym natężeniem zjawiska, które świadczą o brutalizacji i przemocy rówieśniczej. Uzyskane wyniki pozwalały na wysunięcie przypuszczenia, iż mamy do czynienia z sytuacją błędnego koła. Z jednej bowiem strony uczniowie zachowują się sztucznie okazując swoją siłę, a czynią tak między innymi z obawy przed staniem się przedmiotem kpin i złośliwości. Z drugiej, to właśnie "luzak i twardziel" serwuje rówieśnikom różnego typu dolegliwości. Młodzież uzewnętrznia w ten sposób, to, co wynosi z własnych domów, grup rówieśniczych, oglądania telewizji, gier komputerowych, prasy i obserwacji życia publicznego. To wszystko składa się na "łatwość zadawania bólu".
   W celu uzupełnienia obrazu życia uczniowskiego w szkole zapytaliśmy, czy wśród rówieśników dzieje się coś, o czym się nie mówi (tematy tabu), a ich zdaniem są to problemy, którymi ktoś powinien się zająć. Inaczej mówiąc szukaliśmy przejawów "zmowy milczenia". Blisko 30% uczniów przyznaje, iż wśród ich rówieśników są problemy, o których się nie mówi, chociaż wymagają rozwiązania. Zwracano uwagę na złe stosunki międzyludzkie. Najczęściej mówiono o braku akceptacji i tolerancji (w tym religijnej), o bijatykach i brutalności połączonej z chamstwem, krzywdzących relacjach z nauczycielami, wulgarnym stosunkiem nauczycieli do uczniów i o tym, iż z góry zakładają oni (nauczyciele), że każdy jest zły. Młodzież bardzo denerwowało to, że nauczyciele są niesprawiedliwi i oceniają według sympatii, że "istnieją podziały na biednych i bogatych, lepiej uczących się i trochę gorszych, że "w szkole rządzą starsze klasy, a młodsze są jakby im podporządkowane. Młodzież mówiła, że czuje się opuszczona, pozostawiona sama ze swoimi problemami, które zaczynają ją przytłaczać, że nie ma się do kogo zwrócić. Jest wiele takich problemów np. problemy związane z seksem i naszą psychiką - wstyd przed rozmowami o tym, ktoś powinien nas uczyć ludzkich uczuć. Są też sygnały, iż młodzież czuje się osamotniona w swoich problemach rodzinnych np. alkoholizmem rodziców.
   Na przypadki przemocy fizycznej wskazało 18% ogółu badanych uczniów. O chęci zadania bólu respondenci pisali dosadnie i lakonicznie: skułem mu mordę; dokopałem jej;"chętnie bym go zabił; "zbiłem go z kolegami itp. Inną formą przemocy, na którą wskazało 10,6% ankietowanych było odreagowanie słowne, nazywane "odgryzaniem się". Niekiedy rozumiane jako upominanie i ostrzeganie, ale częściej jednak jako chęć zadania bólu psychicznego: najchętniej bym tej osobie dokuczała na każdym kroku; wyzwał ją, dołowałabym ją; powiedziałabym jej, żeby było jej głupio. Na ostracyzm zdecydowałoby się 7,2% młodych ludzi. Omawiana reakcja była formą wyrażenia pogardy - zakaz zbliżania się do mnie na odległość kilometra. Natomiast tzw. "schodzenie z drogi", należące do przejawów podporządkowania, czy uległości, była skutkiem obaw. Na tę reakcję wskazało 2,5% uczniów. Niewykluczone, iż chodziło o unikanie kontaktów z osobami, które takiego podporządkowania oczekują - staram się być bez zastrzeżeń i nie mieć sporu z tymi osobami.
   Zapytaliśmy też uczniów o to, czy mają rówieśnicze wzory osobowe i prosiliśmy o podanie przykładów oraz uzasadnienie wyborów. Okazuje się, że z całej badanej grupy 30% młodzieży ma obiekty podziwu wywodzących się spośród rówieśników. Te 30% (132 osoby) najczęściej podziwiają kolegów i koleżanki z najbliższego otoczenia (61,4%). W dalszej kolejności byli przyjaciele i sympatie (16,6%) oraz rodzeństwo i kuzyni (5,3%). Na drugim miejscu ceniona była zaradność życiowa rówieśniczych wzorów osobowych (22%). W ujęciu uczniów miała ona dwa aspekty. Pierwszy - kojarzony raczej z cwaniactwem: wybrnie z każdej sytuacji; "umie rozwiązać każdy problem; zawsze potrafi sobie poradzić. Drugi natomiast - opierał się na rzeczywistych osiągnięciach: nauka idzie jej bardzo dobrze pomimo tylu zajęć i braku czasu; potrafi pogodzić naukę i zabawę, ma czas na wszystko; dużo pracuje, aby osiągnąć co chce; potrafi mocno stąpać po ziemi.
   Uzyskaliśmy też opinie o przyczynach brutalizacji i przemocy wśród młodzieży (prezentowaliśmy surowe wyniki, bez prób interpretacji, gdyż uważaliśmy, że na ten temat powinni wypowiedzieć się fachowcy zajmujący się psychologicznymi aspektami brutalizacji i przemocy). Na początek określiliśmy rozmiary poparcia dla użycia siły, nie tylko w szkole, ale w życiu społecznym. Ogółem w całej badanej grupie uczniów, najwięcej było przekonanych o tym, iż w pewnych sytuacjach życiowych trzeba być brutalnym (67,9%). Dwie trzecie nie miało nic przeciwko brutalnym scenom w programach telewizyjnych. Blisko połowa (47,7%) wskazała, że lubi oglądać filmy akcji, w których jest wiele scen walki, a 36,5% było zwolennikami poglądu o konieczności bicia dzieci dla ich dobra. Za prawem do zemsty opowiedziało się 35,3% uczniów. Co trzeci wyznawał zasadę pozbywania się skrupułów przy osiąganiu sukcesu i prawie tyle samo uważało, iż na bezczelne zaczepki należy odpowiadać agresją. Przeciętnie co czwarty podzielał opinię, że ludzie delikatni i wrażliwi nie odniosą w życiu sukcesu, a także, iż sprawiedliwość to puste słowo. Jednocześnie 90% uważało, iż w świetle prawa i standardów humanitarnych wszyscy ludzie powinni być jednakowo traktowani, gdyż są tak samo ważni. W całej badanej grupie uczniów poparcie dla brutalności i przemocy, zarówno w mediach, jak i w życiu wahało się w granicach od 29,6% do 67,9%). Najbardziej wyrównane grupy zwolenników i przeciwników wytworzyły się wokół filmów akcji, w których jest wiele mocnych scen walki (47,7% i 49,6%).
   Próbowaliśmy też dociec przyczyn brutalizacji i przemocy wśród uczniów. Pytaliśmy o to czy podzielają opinię o narastaniu brutalizacji w życiu społecznym. Okazuje się, iż 71% z nich zauważyło to zjawisko. Zwolennicy poglądu o narastaniu przemocy w stosunkach międzyludzkich wskazywali też na przyczyny występowania tego zjawiska wśród młodzieży. Blisko 30% z nich podstawowe źródło upatrywało we wpływie treści podawanych w mediach i grach komputerowych. Wpływ rodziny i dorosłych to następna najczęściej podawana przyczyna (21,3%). Wskazywano też na rolę wychowania, wskazując na jego zakłócenia. Obok znanego powszechnie problemu braku czasu dla dzieci, pojawiło się wiele głosów w sprawie brutalności rodziców w dążeniu do kariery. Jeden z uczniów użył w odniesieniu do współczesnych reguł współżycia określenia "milcząca aprobata". Omawiany problem łączył się z kolejnym powodem brutalizacji i przemocy wśród młodzieży, na który ogółem zwracało uwagę 11,3% badanych uczniów. Chodzi o tzw. znaki czasów lub inaczej mówiąc - ogólniejsze tendencje cywilizacyjne. Oto kilka przykładowych wypowiedzi: teraz nie jest w modzie okazywanie cieplejszych uczuć; wszystkiego nie można zwalać na TV, po prostu tak wpływa świat, cywilizacja, postęp; żyjemy w takich czasach, tego uczy życie, aby dążyć do swego; lansuje się wizerunek brutala. Z kolei, co 10 uczeń wspominał o tym, że agresywne zachowania wśród młodzieży wynikają z kłopotów emocjonalnych, jakie ona przeżywa. Pisząc o nich, poruszali różne aspekty tego zagadnienia: są wściekli na życie i muszą się wyładować; młodzież nie potrafi nad sobą panować, bardzo często ulega negatywnym emocjom. Niektórzy upatrywali przyczyn w przeżywanym przez młodych ludzi stresie: raczej z problemów i kompleksów; z braku zrozumienia ze strony otoczenia; każdy musi odreagować, w naszym świecie jest dużo stresu; niektórzy kierują się chęcią przeżycia czegoś mocnego, intensywnego. Jedna z dziewczyn zwróciła uwagę na przeżywane przez rówieśników problemy egzystencjalne: większość z nas nie ma celu w życiu, młodzież przestaje myśleć o tym co robi i do czego to prowadzi. Natomiast pewien uczeń tak oto bezlitośnie skomentował problem: dzieci mają nierówno pod sufitem. Inny - podobnie: są młodzi, głupi, niedojrzali. Z pewnością do problemów emocjonalnych części młodych ludzi zaliczyć można nieodpartą potrzebę imponowania rówieśnikom i dominowania nad nimi. Ogółem pisało o tym blisko 18% uczniów. O chęci imponowania, o tzw. szpanie wspominało 7,5% ogółu badanych, a problem ujmowany był następująco: każdy chce być uważany za twardziela; młodzież uważa, że staje się to najlepszym sposobem zwrócenia na siebie uwagi, bycia lepszym od innych; szpanują swoją siłą, czegoś chcą, a ich na to nie stać, więc muszą osiągnąć siłą. Chodziło więc nie tylko o chęć sprostania młodzieżowym standardom, rozumianym jako konformizm, ale często - jak pisał jeden z chłopców pokazanie własnej przewagi, chęć wykorzystania innych. To m. in. tłumaczy, dlaczego w wypowiedziach przewijał się równolegle wątek "szpanerski" z "domiancyjnym". Za tym drugim opowiadało się ogółem 10,4%. Jednak w wywiadzie swobodnym dowiedzieliśmy się, jakie panują zasady w męskiej klasie. Otóż czytając wypowiedzi o tym, iż młodzież walczy o pozycję w grupie, że będąc uważanym za twardziela łatwiej tę pozycję osiągnąć, że ci którzy czują się gorsi pragną znaleźć kogoś kto będzie gorszy, tzn. słabszy od nich - nie do końca mogliśmy sobie wyobrazić jak to w rzeczywistości przebiega. Zadaliśmy im, sobie też pytanie czy do obowiązujących zasad wszyscy się przystosowują? Na pytanie, kto to jest "lepszy" w klasie (szkole) uzyskano następującą odpowiedź: ktoś oryginalny, np. z czubem na głowie; wyluzowany i wygadany (zawsze znajdzie na wszystko odpowiedź), mówi o interesach i robi interesy; do szkoły tylko chodzi i niekoniecznie się uczy, jest dobrze ustawiony, ma zaplecze kolegów poza szkołą; w razie czego może cię obronić. Dowiedzieliśmy się też, iż "całkiem fajnie jest jak taki lepszy wychyla się z BMW i mówi ci cześć, a ty właśnie idziesz z kolegą; aby nie paść ofiarą "lepszych" trzeba pewnie chodzić po szkole, okazywać siłę i być "wyluzowanym; nikt nie staje w obronie słabszych, bo po pierwsze obrońca mógłby stracić swoją pozycję, a po drugie - ofiara "sama jest sobie winna; jeżeli ktoś doświadczył jakiejkolwiek przemocy, najlepiej zrobi, jeżeli zatrzyma to dla siebie, gdyby komukolwiek poskarżył może być pewny, iż w najbliższym czasie spotka go zemsta, w dodatku poza szkołą. Tak więc tylko naiwny wybrałby drugie rozwiązanie. Natomiast - pierwsze daje szansę, że oprawcy pozostawią swoją ofiarę w spokoju. Zasady te były powszechnie znane i stosowane zarówno przez ofiary, jak i sprawców. Na zachowania brutalne pod wpływem alkoholu i narkotyków lub też w związku z nimi wskazało 3,8% ogółu uczniów. Tyle samo wspominało o nudzie i braku zajęć dla młodzieży. Nieco mniej, bo 3,2% próbowało przyczyn agresji doszukiwać się w nierównościach ekonomicznych tzn. biedzie i związanych z nią zazdrością i chęcią zdobycia siłą pożądanych dóbr.
   Zaprezentowane tu przez TKOPD częściowe wyniki badań mają wszystkie ograniczenia, jakie ma w sobie forma raportu z badań. Oczywiście odczuwamy niedostatek syntezy i interpretacji. Jednak taką postać można byłoby osiągnąć tylko we współpracy z pedagogami i innymi specjalistami zajmującymi się problemami młodzieży. Przedstawione opracowanie stanowiło wyłącznie efekt pracy z punktu widzenia socjologa (badaniami kierowała i opracowała z nich sprawozdanie socjolog mgr Izabela Zdulska - wówczas wiceprzewodnicząca TKOPD w Jeleniej Górze). Mieliśmy jednak nadzieję, iż poruszane w nim sprawy i uzyskane wyniki okażą się interesujące, że być może staną się inspiracją do dalszych poszukiwań. W naszym lokalnym wymiarze miały one konkretny walor praktyczny, bowiem raport dostarczyliśmy dyrektorom badanych szkół (też jeleniogórskiemu Wydziałowi Oświaty i Wychowania Urzędu Miasta, sponsorowi badań - Pełnomocnika Rządu d/s Rodziny i MEN) - licząc, że to oni we współpracy z pedagogiami i nauczycielami wyciągną konkretne wskazówki do działań "antyprzemocowych".
Co z tego wynikło? Trudno nam jednoznacznie ocenić, ale na podstawie napływających do nas informacji (w tym też z "kraju i świata"), możemy stwierdzić, że nic, lub prawie nic, że nic tu nie pomogą "trójki klasowe i "godzina policyjna", że wszystko jeszcze przed szkołą, ale też i przed nami.
Przewodniczący TKOPD w Jeleniej Górze
Józef Pawłowski
Uwaga! Kursywą odnotowano oryginalne sformułowania uczniów zaczerpnięte z wypełnionych przez nich ankiet.


Copyright © 2010 Paweł Drewniak